piątek, 18.05.2012 r.
- W Kaletach nie ma już zagrożenia. Toksyczne odpady, znajdujące się na terenie likwidowanych Kaletańskich Zakładów Celulozowo-Papierniczych, zostały zabrane i wywiezione przez specjalistyczne firmy, które zajęły się ich utylizacją – oświadcza Krzysztof Wrona, likwidator KZCP. W sumie z terenu KZCP wywieziono około 3300 ton niebezpiecznych związków. Jeszcze kilka miesięcy temu zagrażały one wodom Małej Panwi, a dalej - Jeziora Turawskiego.
Likwidacja kaletańskiej bomby ekologicznej była możliwa dzięki dotacji Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach. – Odpady poprodukcyjne w Kaletach to był jeden z tych tematów, od których wszyscy wieją. No, może prawie wszyscy. Kiedy zwróciłem się do Funduszu, spotkałem się ze zrozumieniem. Ponieważ w kasie KZCP było pusto, WFOŚiGW pokrył w 100 procentach koszty unieszkodliwiania toksycznych odpadów - mówi Krzysztof Wrona, likwidator KZCP.
Śmierdzący temat
Upadłość KZCP ogłoszono w 1994 roku. Ponieważ do produkcji celulozy i papieru wykorzystywano niebezpieczne dla środowiska naturalnego środki chemiczne, było oczywiste, że pewna ich ilość musiała pozostać na terenie fabryki. Mówiono o żrących ługach, czy o soli glauberskiej. Ale co, ile i gdzie się znajdowało? Likwidator Wrona mówi, że przez kilkanaście lat likwidowania KZCP nikt tego nie zinwentaryzował.
Krzysztof Wrona został likwidatorem KZCP w czerwcu 2008 roku. Już na początku czekała go niemiła niespodzianka. Latem właściciele jednej z firm, prowadzący produkcję na części majątku likwidowanej KZCP, pewnego dnia niespodziewanie zniknęli. Nie poinformowali zaskoczonych pracowników i nowego likwidatora o przyczynach decyzji. Okazało się, że mieli warunkowe pozwolenie na produkcję, którego przedłużenie było uzależnione od zabezpieczenia środowiska przed dalszym skażaniem.
- Wykorzystali je do ostatniego dnia, po czym ulotnili się. W ich miejsce pojawiali się inni zainteresowani uruchomieniem produkcji, ale szybko rezygnowali. Szukając przyczyn, znalazłem w delegaturze Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska w Częstochowie pisma wskazujące na KZCP jako źródło zanieczyszczenia wód. Urząd Gminy w Turawie użył nawet sformułowania „klęska ekologiczna” - opowiada likwidator.
Usunąć w trybie pilnym
Jesienią 2009 roku w KZCP przeprowadzono wizję lokalną, w której uczestniczył Andrzej Pilot, obecnie wicestarosta tarnogórski, wówczas wiceprezes WFOŚiGW w Katowicach. - Na miejscu zobaczyłem złożone w workach żrące ługi poprodukcyjne. W 1998 roku zgromadzono je w czterech prowizorycznych boksach. Ówczesny syndyk pozyskał na to dotację, 700 tys. zł, z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Jednak od tamtego czasu minęło kilkanaście lat, worki rozpadły się i odpady zaczęły przedostawać się do środowiska – opowiada wicestarosta Pilot.
Według opinii WIOŚ, substancje należało usunąć w trybie pilnym. Tylko za co? W kolejce do kasy likwidowanego KZCP stali wierzyciele domagając się spłaty różnych długów. Krzysztof Wrona wystąpił więc o dotację do WFOŚiGW. Fundusz przyznał, w grudniu 2009 roku, dotację w wysokości prawie 380 tys. zł na uporanie się z 720 tonami odpadów, które zaczęły już zatruwać środowisko. Unieszkodliwiono je bardzo szybko, do końca roku.
Co zostało po KZCP?
W kwietniu 2010 roku WFOŚiGW w Katowicach przekazał KZCP kolejną dotację – 180 tys. zł. Tym razem wsparł finansowo wykonanie opracowania zawierającego m.in.: inwentaryzację wszystkich pozostałych na terenie KZCP odpadów, ocenę stopnia skażenia budynków poprodukcyjnych i gleby, oszacowanie kosztów ostatecznego rozwiązania problemu KZCP. Przeterminowane herbicydy, bardzo toksyczne wapno szlamowe, pozostałości roztworu i szlamy ługu czarnego, trudne do unieszkodliwienia kleje i mydła żywiczne – te i inne substancje figurują w opracowaniu. Dwie najważniejsze liczby, które zawiera dokument, to 2250 ton odpadów zalegających na terenie likwidowanych KZCP i 1 mln 830 tys. zł potrzebnych na uporanie się z nimi. I jeszcze jedna data: zakończenie robót - czerwiec 2011 roku.
- Nie było czasu do stracenia. To, z jakim niebezpieczeństwem mieliśmy do czynienia uzmysławiały sytuacje kryzysowe. Latem 2009 roku zapaliły się odpady i nad Kaletami snuł się czarny dym. W maju 2010 roku wezbrane wody Małej Panwi przerwały wał, na szczęście od strony biurowca, a nie części produkcyjnej. Gdyby powódź dotknęła także tamten teren fabryki, tony toksycznych substancji popłynęłyby w dół rzeki – mówi likwidator Wrona.
WFOŚiGW przyznał dotację, likwidator wywiązał się z terminu zakończenia robót. Ostatnie ładunki niebezpiecznych odpadów wywieziono z terenu KZCP w czerwcu, miesiąc później rozliczono dotację. W sumie WFOŚiGW przekazała likwidatorowi KZCP około 2 mln 400 tys. zł na rozwiązanie problemów ekologicznych.
Oddać Kaletom
- Mieszkańcy Kalet kiedyś żyli z tej fabryki, potem stała się ona dla nich problemem. Teraz nadszedł czas, żeby wyrównać rachunki. Przywrócenie miastu kilkudziesięciu hektarów atrakcyjnie położnych terenów mogłoby dać impuls do rozwoju – uważa wicestarosta Pilot.
Likwidator szacuje, że do tej pory udało mu się zbyć około połowy nieruchomości KZCP. Część kupili przedsiębiorcy, niektóre tereny stały się własnością miasta, wobec którego zakład zalegał z podatkami. Do sprzedaży przygotowywane są kolejne nieruchomości, są osoby zainteresowane nabyciem niektórych budynków. Właściciela mają też zmienić między innymi dwa stawy niedaleko ul. Fabrycznej. Gospodaruje na nich kaletańskie koło Polskiego Związku Wędkarskiego i prawdopodobnie zbiorniki przejmie miasto, pozwalając dalej korzystać z nich wędkarzom.
Co z ruinami poprzemysłowych budynków? – Przygotowuję wniosek do WFOŚiGW w Katowicach o dotację na rewitalizację – mówi Krzysztof Wrona. Według kosztorysu potrzeba na ten cel około 5 mln zł, ale, biorąc pod uwagę sytuację na rynku robót budowlanych, może okazać się, że prace nie będą aż tak kosztowne.
| nowe zdjęcia | |
| nowe wpisy na blogach | |
| video - więcej na www.gwarek.tv |
projekt: emotstudio.eu; wykonanie: pixelirium.pl