piątek, 18.05.2012 r.
— Choroba jest jak miłość, gdy się przyplącze, to trudno się od niej uwolnić — powiedział Marek.
Mając takiego kolegę szkolnego, cenionego neurologa, Franek mógł być spokojny o los swojej żony. Biedaczka miała udar mózgu i tylko szybka interwencja w szpitalu, a potem stała kontrola i rehabilitacja dały zdumiewająco dobre postępy w leczeniu. Franek wpadł tym razem tylko na moment do Marka, po recepty dla niej.
— A psychicznie jak się czuje? — pytał lekarz. — Nie podupadła duchowo po tym, co przeszła?
— Nie, raczej nie. Staramy się ją wspierać. Ma tylko lęk przed padaczką. Jedna z pacjentek, z którą leżała na oddziale, naplotła jej niestworzonych bzdur i teraz czasem wspomina, że boi się takich komplikacji.
— Epilepsji wykluczyć nie można. Niestety czasem pacjenci straszą się nawzajem. Są tacy, którzy swoje perypetie psychiczne i podłe nastroje starają się leczyć dołowaniem innych. W takich przypadkach mówię tak: "Błogosławieni ubodzy w duchu..." — tacy to cię do grobu wprowadzić potrafią — zażartował Marek.
— Masz rację, tylko miłość bliźniego zabrania mi zabijać błogosławionych przygłupów —skonstatował Franek na odchodnym.
To, co zawładnęło żoną Franka, być może nie było obsesją, ale stawało się delikatnie męczące dla rodziny.
— Pomyślałam sobie, że moglibyśmy się wybrać w dzień świętego Walentego do Rud Raciborskich — żona oznajmiła Frankowi podczas niedzielnego obiadu.
— Chcesz mi po latach miłość wyznawać przed obrazem Matki Boskiej Pokornej czy ja ciebie mam o tym przekonywać? — zapytał żartobliwie.
Więcej w „Gwarku” z 14 lutego.
| nowe zdjęcia | |
| nowe wpisy na blogach | |
| video - więcej na www.gwarek.tv |
projekt: emotstudio.eu; wykonanie: pixelirium.pl