Tygodnik Gwarek nie identyfikuje się z treściami publikowanymi na blogach.
02-05-2012 (08:24)
autor: Krzysztof Tomanek
Obserwuję od jakiegoś czasu sposób w jaki formatuje się przekaz medialny. Portal Onet.pl w ciągu ostatnich trzech dni, w rubryce gdzie pojawiają się najistotniejsze newsy ze świat zamieścił informacje dotyczącą badań i podejrzeń dotyczących wiary w Boga. Ja mam za to podejrzenia (do czego się tutaj chcę przyznać), że dokonuje się próby „ręcznego” przekształcenia, misyjnej kreacji modelu społecznego, kulturowego poprzez serwowanie nowej ideologicznej papki, która ma „rozszerzać” horyzonty myślowe. Śledziłem również wszelkie komentarze i dane dotyczące oglądalności serialu Plebania, który zniknął z anteny TVP 1. Zestawienia z Klanem i z innymi serialami. Myślałem, że zadecydowały „względy komercyjne” – nic podobnego. Ja rezygnuję z płacenia abonamentu, bo nie chcę, żeby ktoś realizował nie moja misje z moje pieniądze i apeluję o przemyślenie tej sprawy.
http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/krakow/spada-liczba-przeszczepow-serca-w-krakowie,1,5120100,region-wiadomosc.html
http://wiadomosci.onet.pl/nauka/wiara-w-boga-slabnie-w-wyniku-analitycznego-myslen,1,5118422,wiadomosc.html
http://www.geekweek.pl/analityczne-myslenie-zabija-wiare/359001/
01-05-2012 (07:58)
autor: Jan Drechsler
Pomijając różne wybryki aury (mam na myśli: śnieg, przeszywające zimno, ulewny deszcz), Święto Pracy z czasów PRL kojarzy mi się z burzą. Nie prowadziłem żadnych statystyk, żadnego dzienniczka pogody, ale wbiło mi się w pamięć, że po pochodzie zwykle musiał padać pierwszy deszcz, musiała być burza, a potem znowu robiło się ładnie.
Prawdziwa burza wybuchała jednak następnego dnia w szkole, kiedy okazywało się, że brakuje szturmówek, że jakieś transparenty zostały zbezczeszczone, że ktoś zwiał z pochodu, że kogoś nie było. Teraz wiem, że w większości przypadków mieliśmy do czynienia z teatrzykiem nauczycieli, którzy tak naprawdę chcieli mieć tylko święty spokój, a ich stosunek do obchodów najczęściej był równoznaczny z wulgarnym znaczeniem słowa stosunek.
Jednego razu przeżyliśmy nocną burzę, bo załomotali do drzwi milicjanci. Zapomnieliśmy zdjąć flagi...
30-04-2012 (20:44)
autor: Andrzej Kanclerz
Dzisiaj ostatni dzień miesiąca, więc czas na raport o moim czytelnictwie. Zacznę od czytadła czyli 2 i 3 części „1Q84” Karuki Murakami. Właściwie nie ma co pisać o tym gniocie, który przeczytało tyle ludzi na całym świecie, a to dzięki temu, że autor napisał powieść bardzo europejską. Gdyby nie imiona i nazwiska bohaterów czytelnik nie zorientowałby się, w jakim kraju dzieje się akcja. Denerwująca jest również maniera dokładnego informowania o markach rzeczy, które noszą lub posługują się nimi bohaterowie.
Trzecią przeczytaną przeze mnie książką jest „Jeszcze jeden dzień” Ryszarda Kapuścińskiego. To chyba najlepsza, bo najbardziej literacka książka tego autora. Opowiada o wojnie w Angoli i pobycie reportera w Luandzie. Nie wiem dlaczego, ale zapamiętałem zdjęcie bardzo młodego żołnierza Ludowej Republiki Angoli siedzącego pod murem. Jest czarny, na głowie ma włosy owinięte jakąś badaną, brudny biały T-shirt, jasne krótkie spodenki khaki i trampki bez skarpet. W rękach trzyma kałacha. To zdjęcie oglądałem w czasopiśmie „Perspektywy” w 1975 lub 76 roku. Byłem w piątej lub szóstej klasie. Nie wiem dlaczego je pamiętałem przez tyle lat, ale Kapuściński w swojej książce opisuje takich samych żołnierzy.
Czwarta książka to „Ogród nauk” Czesława Miłosza. Jest to różnorodny zbiór zawierający wypisy z różnych autorów, przekłady wierszy, krótkie noty, eseje itp. Książka ta może być dobrą inspiracją dla ludzi myślących.
Piąty jest tom wierszy Renaty Putzlacher, kierownika literackiego Sceny Polskiej Teatru z Czeskiego Cieszyna, polonistki, tłumaczki, animatorki kultury. To ciekawa kobieca poezja godna polecenia.
I na deser „Opowieści z Narnii” C. S. Lewisa. W zestawieniu z „Hobbitem” Tolkiena ujawnia się słabość prozy Lewisa. Jest to paczłok zszyty z różnych starych motywów, a na dodatek bardzo nieudolnie. Po raz pierwszy odniosłem wrażenie, że film był lepszy od książki.
30-04-2012 (20:24)
autor: Jan Drechsler
Po dzisiejszej próbie tarninowych "Czornych słońc" jestem spokojny o końcowy efekt. Oratorium jest skomponowane mistrzowsko, wykonanie jest pewne, co oznacza, że nie muszę się martwić o całość... Już teraz dzięki składam wszystkim zaangażowanym w to przedsięwzięcie! Dodać muszę, że zabieram się za kolejne oratorium... kolejne oratoria, bo skończę to o buncie gwarkowskim w Tarnowskich Górach i zabieram się za baśniowe o utopcach.
Chyba mnie potrzepało! Nie wiem, czy w całym zamierzeniu jest więcej fascynacji utopcami doliny Dramy, czy całym otoczeniem tej cudownej krainy...
Piszę w międzyczasie bzdury...
Krótsza droga ślimaka
Kurcząc się i rozciągając
Ślimak chciał przejść drogę całą.
Fragment jakiś jej przynajmniej,
Wiosną spacerować fajnie.
Dla żyjątka spory kłopot
Wzdłuż przejść drogę bosą stopą
Więc wydumał skorupiaczek
Że ją w poprzek przejdzie raczej...
Oto fragment utworku, a co stało się potem? Jeśli ktoś chce wiedzieć, powinien zająć się obserwacją bezkręgowców...
29-04-2012 (21:13)
autor: Jan Drechsler
Na dzisiejszym marszu porannym zachciało mi się rymów jednosylabowych. Coś wrzuciłem do dyktafonu, a potem wyszedł cały tekst. Do bloga wpisuję tylko dwie zwrotki, bo całość traktuję raczej treningowo.
W promieni strugach witam dzień
Wplatany w słońca drżący rytm,
Troski zostawiam gdzieś hen, hen!
Noc jest historią, wkraczam w świt...
Czując we włosach wiatru szum,
Chowam w kieszeniach zapach traw,
Wrastam w zielony lasu tłum,
Wysłuchać pieśni ptasich sław...
Jeszcze teraz jestem świadomy niedzieli, ale jutro poplącze mi się wszystko. Przed nami tydzień - marzenie nieroba! Dni pracy poprzedzielane wolnymi, bo świątecznymi dniami. I jak tu nie być zadowolonym z życia?
29-04-2012 (11:27)
autor: Andrzej Kanclerz
Dzięki Arkowi zajechaliśmy do Opola z fasonem, wielkim fordem tranzitem jak prawdziwa kapela: LeszQ, Jackson, Babul i ja. Zgłosiliśmy się do organizatorów Ulicy Kultury w kiosku festiwalowym przy Piastowskiej 17. Wyznaczono miejsce naszego performansu na urokliwym placyku przy naleśnikarni, obok zielonego mostku. Kto choć raz był w Opolu, wie gdzie to jest. Rozstawiliśmy sprzęt i zaczęło się. Naszym zadaniem było „Wierszy tworzenie na życzenie”. Polegało to na tym, że ktoś z publiczności rzucał dowolne słowo, ja improwizowałem tekst do improwizowanej muzyki zespołu. Jeszcze przed usłyszeniem pierwszego słowa miałem pustkę w głowie, ale ufałem w swoje trzydziestoletnie doświadczenie w tworzeniu poezji i byłem dobrej myśli. Pierwsze słowo, które padło, to był Olek, a potem jeszcze: słońce, piłka nożna, ulotność, wiosna, sen, miłość, a nawet latające ryby. Najmniej zadowolony jestem z tekstu o naleśniku, ale miał dobrą końcówkę. Było gorąco, a mnie meczy alergia, ale i tak jestem bardzo zadowolony z naszego występu. Organizatorzy też byli pełni uznania. Gdybym miał porównać tarnogórskie Dni Kultury Ulicznej z opolską Ulicą Kultury to stwierdzam, że DKU wypadało okazalej, bardziej kolorowo i zakrojone było na szerszą skalę, chociaż festiwal Ulica Kultury trwał trzy dni, a ja widziałem tylko jego mały fragment. Najważniejsze, że się dzieje.