16-05-2011 (21:11)
Wczoraj został zatrzymany przez nowojorską policję Dominique Strauss-Kahn, prezes Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Niby co mnie to obchodzi, potraktować mogę wiadomość jak ciekawostkę, news w złym smaku. Został podejrzany o usiłowanie gwałtu na pokojówce w hotelu. Otoczony troskliwą opieką adwokatów wypiera się wszystkiego, prokuratura daje wiarę kobiecie i na razie nikt z tego mądry nie jest.
Nie chcę w tym miejscu moralizować, oburzać się na dzikość osób z najwyższej, światowej półki ekonomii i polityki. Są ludźmi i mają swoje słabostki, grzechy i całkiem ciemne, mało chlubne strony. Zastanawia mnie jednak, jak to jest, że w komentarzach przeplatają się opinie o możliwości negatywnego odbicia się tego zajścia na walce z kryzysem w strefie euro.
To jak na miły Bóg jest z tą demokracją? Jeśli morale prezesa ma bezpośredni wpływ na sytuację poważnej instytucji światowej, to dlaczego nie wybierają ludzi o silnych nerwach, zrównoważonych? Nikt mi nie powie, że nadpobudliwość płciowa idzie równolegle ze zręcznością finansową i gospodarczymi umiejętnościami. Gdyby jednak tak było, to jaką możemy mieć opinię o jurności polityków, którym gospodarka wychodzi, jak wychodzi, czyli nie wychodzi.
Tu przypominam sobie podziemny plakacik z czasów stanu wojennego. Generał w majtkach, a napis: Wojtuś, co ci z tych reform wychodzi?
Ładowanie...