21-10-2010 (20:54)
Powinienem być zadowolony, bo z całej gmatwaniny (należy czytać:" z całego bałaganu") naprodukowanych elementów wyłoniła mi się pierwsza tegoroczna szopka. Jeśli poskładam resztę detali, poumieszczam postacie tam gdzie trzeba, będę faktycznie mógł zrobić dwie wystawy. Niestety, gdyby nawet tak się stało, gdybym nie dwie, ale dwadzieścia miał wystaw, to i tak kolejny rok muszę zaliczyć do szopkowych porażek. Cel nie zostanie osiągnięty. Już widzę, czuję i słyszę naigrawania ze strony takich, dla których szycie i plecenie jest jednym i tym samym.
Jednak póki co, mogę mieć maleńką nadzieję, że drobnymi kroczkami dopracuję całość i bez szarpania zdrowia i nerwów konkretną ilość do Wisły zatargam. Myślę sobie, że jeśli tam się znajdę, to za rok idąc w dół rzeki dojdę wreszcie gdzie trzeba.
Ładowanie...