27-10-2010 (21:05)
Pod wieczór pojechałem na cmentarz, bo wprawdzie nagrobki są umyte, ale mogło napadać liści. Nie było jeszcze ciemno, ale szaro bardziej niż szarawo. Na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że nikogo już nad grobami nie ma. Dopiero po kilku krokach zorientowałem się, że jednak miejscami uwijają się ludzie przy porządkowaniu. Dlatego wcale mnie nie zdziwiło, że ktoś idzie za mną wpół kroku. Kątem oka widziałem wysokiego mężczyznę, ubrany był w granatową kurtkę i niósł czerwone wiaderko. Słyszałem jego kroki i oddech, ale kiedy skręciłem między groby okazało się, że faktycznie nikogo nie ma za mną.
Albo mi się zdawało, albo mnie postraszyło, albo ktoś mi daje znaki, że...
Nie chcę kończyć, bo naszej rodzinie krążą opowieści niesamowite, które wróżą...
Ładowanie...