30-05-2011 (15:19)
O spotkaniu autorskim Krzysztofa Tomanka pisał nie będę, bo napisałem już tekst do papierowego „Gwarka”, jeżeli redaktor Myśliwski go opublikuje, to sobie Państwo przeczytacie. Chciałem natomiast dotknąć innego problemu, który się podskórnie gdzieś tam w „Innym Śląsku” przewijał. Jak trudno jest żyć z poetą-synem, z poetą-narzeczonym-mężem, z poetą-pracownikiem. Pani Tomankowa odetchnęła z ulgą, że tyle lat wychowywania syna nie poszło na marne, że znalazł wreszcie swoja drogę. Narzeczona Patrycja była dumna ze swojego mężczyzny, chociaż sama przyznała, że nie zawsze było z nim lekko.
Sam wiem, że nie jest lekko. Te huśtawki nastrojów, chandry i chimery. Nocne Polaków rozmowy. Życie z poetą nie jest poetyczne, lecz potwornie prozaiczne. Która z pań jeszcze tego nie wie, niech mi wierzy. Może pierwszych kilka godzin tego życia wydawać się cudownymi, a potem nuda. Poeta nie zarabia dostatecznie dużo, nie remontuje mieszkania, nie naprawia cieknącego kranu. Poeta zamyka się w swoim pudełku nicości i gapi się bezmyślnie na telewizor lub w najlepszym razie czyta książkę. Wieczorem wychodzi z domu i właściwie nie wiadomo co robi, ale gdy wraca wyczuwa się od niego zapach papierosów i alkoholu. Poeta nie mówi komplementów, lecz używa słów powszechnie uważanych za niegodziwe i gdyby nie te wiersze, które pisze niewiadomo kiedy i gdzie można by go nazwać pasożytem.
Ładowanie...