31-10-2010 (09:27)
Mam wrażenie, że dzień Wszystkich Świętych to nie jeden dzień, a kilka z jego kulminacyjnym momentem pierwszego listopada. Gdzie się nie obrócę znicze i sztuczne kwiaty, jeszcze chwila i nawet w McDonald'zie będzie wystawiona paleta ze zniczami. Staram się rozumieć- biznes to biznes. Na cmentarzach również od kilku dni krzątanina na całego, niektóre groby "pięknieją" tylko na ten jeden dzień, po to by osoby bliskie lężących tam zmarłych mogły zaprezentować się w nowym płaszczu, bądź jeszcze lepiej w futrze. Swoista rewia mody. Najfajniej jest, gdy pogoda płata figla i robi się niespotykanie ciepło jak na tę porę roku. Procesja jako punkt kulminacyjny jest dla większości momentem spotkania z "bliską" rodziną. Przejdzie ksiądz i dawaj do kogoś na kawkę. Następna taka okazja, by porozmawiać może się trafić dopiero za rok. Nie lubię tego dnia, tego tłoku i tych rózmów nad grobami, które w żaden sposób nie odnoszą się do tych "świętych" ani żadnych innych którzy odeszli tak naprawdę w zapomnienie. Na niektórych grobach znicze zapalone w ten dzień, będą stały do następnej jesieni. To nie jest święto, to farsa. Spektakl na świeżym powietrzu.
Ładowanie...