22-01-2012 (19:36)
Mit predestynacji jest potrzebny jako jeden z atrybutów prymitywnej (w sensie pierwotnej) władzy, przyczynkiem i usprawiedliwieniem, którego szuka jednostka, żeby wystąpić przeciwko swej odrębności popadając w konwencjonalizm relacji, czyniący z niej w istocie narzędzie. Frustracja jaką ten mechanizm buduje (rozbieżność kierunków), władza, która miała urzeczywistniać, a rujnuje i zaciera granicę tego co własne. Może w tej frustracji należałoby upatrywać źródeł krępującej wręcz ordynarności i grubiaństwa, którymi posługuje się cześć lokalnych dziennikarzy i społeczników różnej maści podczas wygłaszania swoich osądów.
Tak głębokie przeświadczenie o własnej racji szuka prostych makiawelicznych wzorców. Ponowoczesność, która wydaje się z wolna docierać na granice powiatu, a może już nawet
do miasta reorganizuje przestrzeń dialogu czyniąc ją niejednoznaczną, wolną od uzurpatorów prawa do absolutyzmu (to takie popkulturowe zeświecczenie, które nakazuje rezygnację
z etnocentrycznego sposobu wartościowania). Jest to rodzaj wolności, porzucenia hegemoni
i małości jaką buduje własny strach przed utratą – jakby substytut, namiastka upragnionej utopii. Próbuję mówić o symptomach choroby, która przenosi się przez kontakty w tzw. przestrzeni publicznej aktywności, jej nosicielami są zarówno byli esbecy, drobni ciułacze swego jak
i najzagorzalsi działacze opozycyjni.
Mit predestynacji jest jakby powidokiem romantycznej wizji heglowskiego świata, pokolenia, które zostało skażone posłannictwem i podąża falą swojego koniecznego wówczas zdeterminowania - nadal niczym w amoku. To przeświadczenie, że wie się więcej i trzeba
za wszelką cenę dochować wierności spuściźnie Gilgamesza, Hektora, „grona zimnych czaszek”. Dla tego pokolenia, które pozostawia świat innym niż oczekiwało, co kieruje ich na ścieżkę bez powrotu, w stronę starczej i dziecięcej wiary jaką jest naiwność – dla nich to jak zemsta, jak chichot losu, bo wtedy z tych wszystkich ideałów zostaje niewiele, za to na wierzch wypływa niezaspokojenie pod postacią żądzy władzy, przeliczania pieniędzy. Taka jest biologia rzeczy. Powtarzanie konwencji jako jedyny gwarant bezpieczeństwa pogodnej starości – kultura, wszystkie multiplikacje, które stają się na powrót (może z przywiązania do systemu) reżimem fałszowania i mnożenia określeń (paradoksalnie ten mechanizm jest właśnie epicentrum problemu, to tu dokonuje się zwrot przeciwko samemu sobie – zapalczywe zjadanie siebie
od ogona ku głowie). Dochodzi do czegoś na kształt odcięcia od żywej relacji – przypomina
to upartą próbę wetknięcia trójkątnego klocka w otworek kwadratowy przez osobę, która jest autorem tej zmyślnej zabaweczki. Mit predestynacji jest konsekwencją krnąbrności, której dopuściliśmy się, jest kpiną, która zawiera się w innym pokrewnym micie jakim jest mit o Wieży Babel.
Dzisiejszy świat zmusza do zaakceptowania stanu rzeczy, w którym systemy wartości przenikają się i z konieczności pozostają ze sobą w ścisłej relacji – robi się ciasny, mniejszy.
Narzędzie uzurpacji, owszem pozwala projektować cenne przeświadczenie o wyjątkowej zdolności do orzekania, ale jest wygodnictwem w dodatku nieadekwatnym, niekompatybilnym
z obrazem świata, który wyłonił się z ponowoczesności.
Koncepcja predestynacji w świecie porewolucyjnym zdaje się być w dużej mierze też snobistycznym atawizmem. Naiwne próby rekonstrukcji dawnego porządku muszą być świadectwem braku świadomości. Zakrawają o kwestionowanie faktów, zaszłości politycznych
i historycznych. To poczucie sprawczości powoduje, że odchodzącym pokoleniom „Solidarności” wydaje się, że mogą dokonać jakiegoś odwrócenia, skorzystać w tym celu
z powtarzanego wzorca swoich dziadów centralnego planowania. Ta kuriozalna konstrukcja
to postawa arogancji intelektualnej, nieszczerość i fałsz, które otwierają nowy obszar usprawiedliwień dla machinalnego traktowania ludzi, dla manipulacji.
Predestynacja usprawiedliwia ten brak wewnętrznego przyzwolenia na demokrację, niezgodę
na przeniesienie jej w przestrzeń indywiduum.
Dojrzałość społeczna zdaje się być w tym kontekście tylko ekwiwalentem, który ma zrekompensować minioną świetność czasów rozrodu. Te wszystkie wymiany spojrzeń, nadzieje przetworzone zostają w zgryźliwości, na nowo powtórzone i zupełnie przeinaczone. Owocuje to postępującą atomizacją, konfliktami personalnymi, zupełną bezradnością – przenosi się na nowe pokolenia.
Ładowanie...